Pielenie ogrodu jako duchowy trening

Pielenie ogrodu to metafora drogi rozwoju osobistego, praktykowana świadomie z intencją, może być bardzo głębokim i skutecznym treningiem duchowym

Świadoma praca w ogrodzie pozwala spojrzeć na wewnętrzne procesy życia duchowego w nowej perspektywie. Nie ma chyba częstszego i uciążliwego zadania w ogrodzie (który nie stosuje herbicydów) niż pielenie. Spędzamy godziny pochyleni próbując wykorzenić inwazyjne rośliny, aby uprawy mogły żyć i się rozwijać. Poświęcając tyle wysiłku, mamy wystarczająco dużo czasu na obserwację siebie, swojego życia i zadawanie sobie pytań.

Na przykład, czym dokładnie jest chwast? To słowo ma tak negatywne konotacje, że ciężko jest dostrzec „chwasty” jako rośliny, które rosną w miejscu, w którym ich nie chcemy. Nic dziwnego, że zapuszczają korzenie w naszym polu – nawieziona gleba i regularne podlewanie to marzenie każdej rośliny! Naszą odpowiedzią jest próba ich unicestwienia. Wyrwanie ich okazuje się często trudne, ponieważ znajdują sposoby na zakorzenienie się głęboko w ziemi, zapewniając, że nawet jeśli odetniemy im „głowy”, to odrosną. Ponadto nieustannie się rozsiewają. Niektóre mają płytsze korzenie, i wymagają więcej precyzji i systematyczności w usuwaniu.

W praktyce duchowej także trzeba wytrwale pracować, aby uporać się z nerwicami, lękami, depresją czy złymi nawykami – naszymi „chwastami”, czającymi się w ciemnej, nieświadomej glebie naszych umysłów. Czasami problemy są dość oczywiste ich źródła łatwe do wykrycia, i po jednym cięższym wysiłku możemy uwolnić się od bólu. Gdy zaczynamy introspekcję, polecam by zrobić to podczas plewienia. Pracując w ogrodzie z intencją odkrywamy, że możemy ostrożnie usuwać nasze „chwasty” (smutek, ból, złość, gniew, rozczarowanie, wstyd…). Ale nie przejmujmy się, gdy zaatakują nas te same nieświadome myśli, wzorce lub zachowania, być może nie udało nam się znaleźć ich głębokich korzeni, i proces „pielenia” trwa dalej. Z tego właśnie powodu pielenie może być zniechęcające – chwasty zawsze wydają się odrastać, jeśli nie w jednym miejscu, to w innym. Ale prawdziwy ogrodnik wykona to zadanie tyle razy, ile będzie to konieczne, wiedząc, że nawet niewielki trud w dobrym kierunku pozwoli roślinom wzrastać i wydać plony. I tak, ręce brudzą się w tym procesie – tego nie można uniknąć.

Chyba, że wybierzesz łatwą ścieżkę i opryskasz uprawy chemikaliami i zagrozisz wszystkiemu co rośnie. Podobnie, wielu ludzi wolałoby po prostu znieczulić się od tego co boli lub co jest trudne, nie zdając sobie sprawy, że tym samym zmniejsza swoją zdolność także do odczuwania szczęścia. Po zakończeniu usuwania tych „chwastów” dajemy je na kompost i jest to najciekawsza częścią procesu: bo kompost zapewnia żyzny nawóz do uprawy roślin. Przepracowane traumy są naszym fundamentem do wzrostu.

Oceń:

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o
POLECAMY:
Jesień to doskonały moment by zadbać o swoją cerę, a jej właściwa pielęgnacja jest o tej porze roku niezwykle ważna. Skóra wymaga regeneracji po letnich…